sobota, 10 grudnia 2011

tatuaż


Dwa krótkie słowa odzwierciedlające mą duszę i filozofię życiową, moje lekarstwo, mój sposób myślenia, wszystko. Na moim nadgarstku widnieje teraz lustro, w którym widzę swoje odbicie. To lustro jest pęknięte, ale wierzę z całego serca, że niedługo zamieni się w piękne lśniące szkło. W tym samym momencie, gdy się urodziłam jednocześnie zasnęłam jak śpiąca królewna. Mylę rzeczywistość ze snem. Gdziekolwiek jestem, cokolwiek robię, nadal leżę z zamkniętymi oczami. Wiem, że to co się dzieje w danym momencie to moja wyobraźnia, wieczne złudzenie. Przeszłość i przyszłość nie istnieje, liczy się tylko ta chwila, tu i teraz. Wszystko prędzej czy później minie, to już nas nie dotyczy, nie wrócimy do tego. Przyszłość będzie również wyłącznie krótkim momentem, który zniknie nam w oka mgnieniu. Podczas cierpienia, mój umysł przypomina mi, bym nie płakała za długo, bo to tylko sen, to zaraz zniknie. Ten ból jest sztuczny i zamknięty w plastikowej butelce. Gdy się śmieję, chwytam chwilę i wypełniam się radością bez żadnego umiaru. Kiedy dobre rzeczy pojawiają mi się przed nosem, chwytam jak najwięcej. Jak pojawia się pokusa, ulegam jej. Nie żałuję niczego czego nie zrobiłam i co zrobiłam. Ten sen nie jest wieczny, on również się skończy. Dlatego nie należy brać wszystkiego zbyt na serio. Wszyscy wędrujemy w koło jak zagubione istoty, jesteśmy lunatykami. Zanim się obejrzymy, zadzwoni budzik i nadejdzie czas wiecznej pobudki, którą nie powinniśmy się przejmować. Bierzmy więc garściami każdy dzień i korzystajmy z tego. Nie zwlekajmy z niczym, ścigajmy się ze wskazówkami zegara, bo tylko one pokazują nam, ile czasu jeszcze zostało.

don't cry too much, don't suffer too much,
don't smile too little, don't laugh too little - 
because it's only a dream.

czwartek, 1 grudnia 2011

wymarzone czasy

"Siedzę przy stole, a na nim herbata. Wpatrujące się we mnie dwie pary oczu należące do dwóch starszych osób. W tych oczach widzę prawdziwą miłość, współczucie i szczerość. Gdzieś głęboko chowają swoje najpiękniejsze wspomnienia, widziały tak dużo. Nagle ukuło mnie poczucie zazdrości :
- Wiecie co? Tak bardzo Wam zazdroszczę tego, że urodziliście się w tych czasach, w którym było Wam dane się urodzić. Obdarowaliście siebie wzajemną miłością, której nic nie było w stanie zniszczyć. Zestarzeliście się razem, przez większość życia mieliście u boku tą ukochaną osobę, której ufacie. W zdrowiu i chorobie, póki śmierć Was nie rozłączy. Przeżyliście te czasy, w których ja bym chciała żyć. Czasy, kiedy ludzie bardziej siebie doceniali i szanowali, zabawą były tańce trzymając się za ręce przy płytach winylowych kręcących się w koło na gramofonie, bez alkoholu, papierosów, narkotyków i przypadkowego seksu, wszystko było trudniejsze co sprawiało, że jest bardziej cenne, można było liczyć na czyjąś pomoc a każdego dnia w powietrzu grała melodyjnie muzyka, którą zastąpiło coś innego. Te piosenki podczas słuchania zapierają mi dech w piersiach, pozwalają bym mogła poczuć się jakbym urodziła się kilkanaście/kilkadziesiąt lat wcześniej oraz zatęsknić za czasami, które już dawno minęły i tak naprawdę ich nie znam."

To są dwie dekady, jedna granica. Trochę za późno, by być naprawdę szczęśliwym. Nie pasuje mi to, to nie tutaj powinnam być, nie teraz. Nawet, gdy marzenia staną się rzeczywistością, zawsze będzie czegoś brakować. To jest nieosiągalne, poszło z dymem. Aktualnie istnieje inne życie, buntuję się coraz bardziej. Świat idzie do góry, coraz więcej możliwości. A ludzie? Schodzą na psy. Wierzę, że pozostały jeszcze osoby, które odczuwają to samo i  również źle im wyznaczono termin porodu. Przekonania, które mi towarzyszą są staroświeckie i obce dla naszego społeczeństwa. Pożądam od życia czegoś zupełnie innego i wiem, że tego nie dostanę. Za daleko w tyle, by sięgnąć. Światem teraz rządzi głupota. Głupieje on razem z ludźmi, z pokolenia na pokolenie, nie mówiąc już o tym co będzie kiedyś. Wybieram zatem sterczenie z boku spoglądając tylko ukradkiem.

poniedziałek, 28 listopada 2011

między nocą a dniem


Większość nie lubi zimy, mrozu, śniegu i ciemnych ponurych dni. Nie przepadam za tym również poza ostatnią rzeczą. Gdy przestawiamy zegarki o godzinę do przodu, na mojej twarzy pojawia się skromny uśmiech. Wtedy wiem, że każdy dzień będzie wyglądał jak noc. Odkąd pamiętam podczas każdego mojego porannego wstawania w zimę patrząc przez okno cieszę się, że będę jechać do szkoły w ciemnościach i cudownie oświetlonych ulicach kołysząc się w rytmach muzyki. Potem jednak nadchodzi dzień, ten szary, głośny i zaludniony. Prawdziwa rzeczywistość, wiecznie spieszący się do szkoły lub pracy ludzie, korki na ulicach i spalenizny w powietrzu. Noc jest czymś magicznym, w tym czasie wszystko staje się piękne. Rozmowy się bardziej kleją, spacery wydłużają, myśli w głowach tańczą. Oraz ta niesamowita cisza pozwalająca na usłyszenie własnego oddechu. Na niebie pojawia się księżyc z gwiazdami. Obserwuje nas z całego świata. Mogłabym zatapiać w nim wzrok przez wieczność. Najgorsze uczucie, które towarzyszy mi podczas nocy to świadomość, że zaraz minie, odwróci się o 180 stopni. Puste drogi, zapalone latarnie, granatowy sufit z żółtymi plamkami znikną w mgnieniu oka i zamienią w masakrę. Pociesza mnie jedno, ta noc wróci, czeka mnie ich jeszcze sporo. Tak czy inaczej pojęcie "brzydki/ka jak noc" jest mi zupełnie obce.

piątek, 25 listopada 2011

to co niewyrażalne

"Odległość między ziemią a niebem jest taka wielka. Są to dwa zupełnie inne światy. Tam u góry jest pusto, nie ma nic szczególnego. Mimo to Heidi uwielbiała leżeć nocami na pomoście nieopodal jeziora, wpatrywać się w niebo i rozmyślać nad wszystkim, co niewytłumaczalne. Najbardziej podziwiała księżyc i gwiazdy. Ich blask zapierał jej dech w piersiach. Nie widziała nic bardziej pięknego. [...] Za długo mam głowę w chmurach, czas wracać.” pomyślała. Z niechęcią wstała z pomostu, włożyła słuchawki w uszy i powędrowała w kierunku domu. W czasie drogi wsłuchiwała się w nuty szepczące do jej uszu. To niesamowite jak muzyka wywiera różne emocje i motywuje do życia. Była to jedna z dwóch najważniejszych dla niej rzeczy w życiu. Lekarstwo na cierpienie, zawsze w potrzebie. Muzyki nie przytulisz, ale przynajmniej masz pewność, że nigdy cię nie opuści. Niezależnie od sytuacji, będzie przy tobie i pozwoli na nieograniczoną przyjemność podczas słuchania. Jak prawdziwy przyjaciel."

 Bo to świat jest piękny tylko ludzie do dupy.

środa, 23 listopada 2011

szaleniec bez granic


Jestem szaleńcem, wyrywającym sobie włosy z głowy, 
Nie wiem co myśleć, to chyba jakiś żart,
Ten, kto to wymyślił, nie jest niczego wart,
Każde słowo, każdego rozdziału, umieszczam w cudzysłowy,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

Kręcimy się, kręcimy, zmuszeni do wymiotów,
Mrok zastępuje dzień, dzień zastępuje mrok,
Od pomieszania w głowach dzieli nas jeden krok,
Stąpamy po ziemi, bez przyczyny, do wyciśnięcia ostatnich potów,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

Urozmaicenie chowa się po kątach,
Nikt nie usłyszy Twego najcichszego szmeru,
Nikt nie zobaczy Twego piękna, za mała ilość iskrzącego lakieru,
Mało co się znamy, żyjemy na zupełnie odrębnych fontach,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

Dzień w dzień, za mało szczęścia,
Niesprawiedliwość towarzyszy z każdym oddechem,
Kolczatki w naszych płucach z każdym wdechem,
Nie istnieje pojęcie wyjścia i wejścia,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

Płacimy tak dużo cierpieniem za chwilę radości,
Ogromna cena, zapłata w formie każdej łzy,
Płacimy tak niewiele za długi okres bólu, winny tutaj jesteś Ty,
Mała cena, zapłata uśmiechem za czas łamania żeber i kości,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

Cicho tutaj, we własnych czterech ścianach, cicho wszędzie,
Milczymy bez podstaw, winni za swe czyny,
Wykorzystywani na każdym kroku, jak bezużyteczne maszyny,
To tylko chwila, nie przejmujmy się więc, to wszystko kiedyś odejdzie,

Co za głupiec wziął do ręki cyrkiel i narysował bezgraniczne błędne koło ...

sobota, 19 listopada 2011

niepokonana siła

Nie wierzę, że tak szybko to przeminęło. Są powody to nastroju, jaki doskwierał mi jeszcze wczoraj. A dzisiaj? Jest inaczej, lepiej. Istnieją takie piękne siły, których nic nie jest w stanie pokonać. Wystarczy jeden uśmiech, śmianie się do łez i dobrze spędzony czas z odpowiednią osobą. W takiej chwili zapomina się o wszystkim i to jest niesamowite. Potem jest się wyleczonym, nie do końca, ale jednak. Uwielbiam przeżywać coś i wiedzieć, że zaliczę to do mojej kolekcji dobrych wspomnień. Brakowało mi tego. Oby więcej takich chwil. Dziękuję Julcia ;*

Nie rozumiem takiego zachowania. Wyzywasz kogoś, krzyczysz, znęcasz się psychicznie a potem udajesz, że się nic nie stało. Tacy ludzie są słabi, bo nie potrafią wymówić jednego ważnego słowa. Trudno im przyznać się do winy. To słowo nie zamaże wszystkich przykrych chwil, które stały się w przeszłości, ale mogłoby je choć trochę przyćmić. Przepraszam bardzo, ale ja tak nie potrafię i nie będę tego ukrywać.

Jedyne czego teraz potrzebuje w dużych dawkach to słuchanie muzyki i pisanie. Muszę to robić gdziekolwiek i jak najwięcej. Piszę dużo, jak nie tu to nawet w myślach. Układam zdania w autobusach, szkole lub na ulicy. Mam ochotę wypisać je palcem na niebie. Piszę tu dla siebie i mam nadzieję, że ludzie którzy to czytają też wynoszą coś dobrego. Domyślam się, że niektórzy się śmieją, wchodzą tu wrogowie i przyjaciele. Ale nie obchodzi mnie to, piszę tu i nie ważne czy Ci się podoba czy nie.

piątek, 18 listopada 2011

przeszczep

Ten mięsień jest już coraz mniej użyteczny, pęka w szwach. Brak w nim miłości, czułości i szczęścia. Plastry się odklejają, leci krew. Krwawi całe wnętrze okryte kostiumem i maską. Krzyczy, prosi o pomoc - nikt go nie słyszy. Pragnie zastrzyku z lekką dawką morfiny, przyjemnego ukłucia oraz wywiezienia na salę operacyjną pogrążając się we śnie. Bo ten sen jest taki wspaniały. Chce poczuć nóż wbijający się powoli w klatkę piersiową i bezpowrotne wycięcie. Następnie mógłby funkcjonować na nowo bez pieprzonej rany na całe życie.

Nienawidzimy tych, których powinniśmy kochać. Bezgranicznie, całym sercem, bez względu na wszystko. Popełniają błędy, za które wymierzono nam karę. Dostałam wyrok 18 lat w tym syfie. Ręce są skute w kajdany. Z czasem nie wytrzymują dłużej tego ciężaru. Nie wiedzą co robić. Czekają, aż będą mogły otworzyć kraty, dotknąć klamki i wypuścić z siebie wszystko to co złe, a wpuścić całymi płucami powietrze czystej wolności. 

O, świecie. Wpuściłeś do siebie te potwory, które zniszczyły twe piękno. Śmiejmy się więc z tej głupoty. Wiem, że zostawiłeś jeszcze resztki godności, które widzę na co dzień i wzruszam się na ich widok. Zawsze byłeś, jesteś i będziesz piękny, tylko skrycie. Jesteś zamkniętą duszą wirującą w koło, daleko w kosmosie. Wiesz czego najbardziej pragnę? Obcego świata, który jest mi zupełnie nieznany. Mam nadzieję, że przy każdej pojawiającej się gwieździe, wysłuchasz mnie.