poniedziałek, 7 marca 2011

nicość

Tak jak przewidywałam, mój nastrój stopniowo spada. Ukazuję mi się na nowo szara codzienność. Cały czas się zastanawiam, czemu akurat tu trafiłam. Jakiś pech mi towarzyszy. Nie chcę, ale muszę. Czekam z niecierpliwością na zakończenie, zresztą zapewne szybko zleci jak wszystko. Najlepiej byłoby zasnąć i obudzić się tam, gdzie dla mnie byłby to prawie raj, czyli w jakiś sposób przyspieszyć i spełnić moje marzenie. Ale na nie muszę poczekać jeszcze parę lat. Cóż ... brak ochoty na cokolwiek.


Byłam, na własne oczy widziałam. Odpowiedz już sama mi się nasuwa, ale mój umysł nadal nie potrafi jej przyjąć. Tu jednak tylko czas może pomóc. Aktualnie przykrość wygrywa.


Lecę na trening (mój prywatny eliksir szczęścia) joł :*

niedziela, 6 marca 2011

kolejny etap

No to jutro powrót do szkoły do 2 tygodniach. Z jednej strony fajnie będzie zobaczyć parę osób, a z drugiej to niedobrze mi się robi o nadchodzącym ciągłym zapieprzaniu. Trochę nadrabiania mnie czeka niestety. Jednak bardzo cieszę się na myśl o jutrzejszym treningu, chociaż jeden z niewielu plusów. Tak czy inaczej, nadszedł czas przestawienia się o 180 stopni.

Nie wiem sama co mnie wprowadza w taki błogi stan. Od pewnego czasu w mojej głowie znajduje się niewidzialna powłoka, która nie pozwala mi wejść do tych przytłaczających myśli. Dzięki temu jest tak jak jest, czyli nieźle. Nadal są pytania, nie ma odpowiedzi, wiadomo. Daję "przyszłości" drugą szanse, ale czy z niej skorzysta? Nie wiadomo. Jak zawsze łatwo przyszło i łatwo poszło, nieustająca parodia losu. Aczkolwiek twierdzę, że chyba nadszedł czas zakończenia tego rozdziału. To już historia, a historii nie można wskrzesić. 


Pieprzę to, wycofuję się z tej gry,
Nie chcę być tylko pionkiem.

piątek, 4 marca 2011

czwartek, 3 marca 2011

tylko ja

Już po wszystkim? Tak niewiele? Koniec? Pytania, które jak wulkan gromadzą się w mojej głowie. Najgorsze, że nie znam na nie odpowiedzi. W głębi serca czuję, że coś jeszcze mnie czeka w tej kwestii. Lecz nie zakładam, że mam rację.


Jestem zaskoczona moim samopoczuciem, gdy przybywam w swoim towarzystwie. Nic mnie nie obchodzi, liczy się jedynie moja przestrzeń. Ja, muzyka równa się szczęście, tylko treningów brak do całkowitości.


Nie rozumiem nagłego braku słodkiej monotonii,
Chętnie przeżyję deja vu tej historii.

rutyna

Budząc się każdego dnia, uświadamiam sobie jak szybko czas leci nic nie robiąc. Codziennie wstaję, myję się, oglądam tv, siedzę na komputerze, tv, komputer i tak w kółko, myję się znowu, leżę w łóżku 2 godziny ze słuchawkami w uszach rozmyślając nad wszystkim i idę spać. Hm, dziwię się sama sobie, że do tej pory jeszcze mi się to aż tak nie znudziło. 

Ten tydzień do końca zapowiada się nie najgorzej. Jutro, uzupełnianie zeszytów, następnie późnym wieczorem kino w miłym towarzystwie. Sobota, kierunek Nowy Port - odwiedziny braciszków. Niedziela, zakuwanie i przygotowywanie się psychicznie na powrót do szkoły po 2 tygodniach, uroczo.

MOJE PIĘKNE NAJECZKI ZAMÓWIONE, TERAZ TYLKO CZEKAĆ AŻ DOJDĄ <3

wtorek, 1 marca 2011

łóżkowe dni

Kaszel męczy nadal, prawie mdleję po nocach, kompletne osłabienie. Zdecydowałam, że jutrzejszy powrót do szkoły będzie za szybki. Wątpię nawet, czy pojawię się w niej jeszcze w tym tygodniu. Tak wiem, co niektórzy zapewne chcieliby, żebym wróciła jak najszybciej, ale to nie ode mnie zależy. Szczerze myśl o kolejnym tygodniu siedzenia w domu nie zasmuca mnie. Lecz przybija mnie to, aż nadejdzie ten moment w którym będę musiała wstać po piątej, przyjechać do mojej jakże cudownej szkoły i zobaczyć wszystkich po 2 tyg przerwy. Ale kwestia przyzwyczajenia, kilka dni i będzie OK.


Rzucam przeszłość w cholerę,
Teraz mogę chodzić dumna jak paw.

idealny zbieg okoliczności

Gdyby się na tym głębiej zastanowić to wszystko dzieję się nie bez przyczyny. Każda sytuacja ma swój określony cel. Jestem chora akurat w tym czasie i akurat tak długo, przypadek? Nie. Zrozumiałam czemu i przyznam, że choroba osiągnęła swój cel. Może nie w 100 % ale jednak. Kuruję się w dwóch znaczeniach tego słowa. Dziękuję losowi za to, że wybrał taki sposób a nie inny.


Zamykam, a klucz połykam.

59, najs.